czwartek, 11 grudnia 2014

Bożonarodzeniowy jarmark w Trydencie cz.II



Trydent jest jednym z tych miast, do których wystarczy raz zawitać, by chcieć wracać jak najczęściej. Miasto kojarzone jest głównie z Soborem Trydenckim, który odbywał się tutaj w latach 1545-1563. Większość budowli starej części miasta pamięta te czasy. I właśnie wspaniałe zabytki architektury przyciągają większość turystów.


Głównym punktem „starówki” w Trydencie jest centralny plac Katedralny (Piazza Duomo) z katedrą św.
Wergiliusza i XVIII-wieczna fontanna Neptuna.  Piazza Duomo otaczają podcienie, sklepy i kawiarnie, a na zewnątrz rozchodzą się promieniście pełne pałacow i kamieniczek ulice. Piazza jest również miejscem tradycyjnych spotkań zarówno mieszkańców Trydentu, jak i turystów. Do katedry przylega zwieńczony wieżą o kwadratowej podstawie Palazzo Pretorio, gdzie obecnie znajduje się Museo Diocesiano Trentino, z malowidłami przedstawiąjacymi posiedzenia soboru. Wokół placu znajdują się pałace z odrestaurowanymi fasadami. Na jednej z kamenic fasada pokryta jest freskami przedstawiającymi sceny z historii miasta.





Renesansowy charakter architektury, czyni z Trydentu wyjątkowe miejsce pośród wszystkich alpejskich miast. Już zaplanowaliśmy, że wrócimy tu wiosną, aby zgłębić histoyczny aspekt miasta i doszukać się śladów Aleksandra, polskiego księcia mazowieckiego, który w XVw. był biskupem trydenckim i który sprowadził tu wielu Polaków.









wtorek, 9 grudnia 2014

Bożonarodzeniowy jarmark w Trydencie cz.I



Kto im się oprze? Ja, nie!

Jarmarki świąteczne pozwalają poczuć magiczną atmosferę świąt. Odwiedzając je mamy możliwość nie tylko nacieszenia oka pięknymi  dekoracjami, czy kolorowymi straganami, ale przede wszystkim uszczuplenia naszej kieszeni i znalezienia tych jedynych i niepowtarzalnych ozdób choinkowych, czy prezentów. Po męczących zakupach znowu sięgniemy do kieszeni; bo jak można odwiedzić jarmark i nie skosztować lokalnych smakołyków czy grzanego wina kuszącego korzennym zapachem?



Ale po kolei:-)
W ostatnią sobotę listopada, jeszcze przed świąteczną gorączką, postanowiliśmy odwiedzić Trydent (Trentino), gdzie odbywa się  jeden z najpiękniejszych jarmarków w północnych Włoszech. Wybór nie był przypadkowy, specjalnie „omineliśmy” jarmarkowe kolosy typu: Bolzano, Merano czy Bressanone, ponieważ zależało nam na zasmakowaniu wolnego rytmu życia, prowincjonalnego górskiego miasteczka.  



W tym roku tradycyjny trydencki jarmark z sugestywnie oświetlonymi straganami odbywa się na dwóch placach: na Piazza Fiera ( gdzie od zawsze jest usytuowany) i na Piazza Battisti, na małym placyku w historycznym centrum.



 Bogato udekorowane stragany oferują najwyższej klasy rzemiosło, świąteczne szopki i figurki . Nie brakuje ceramiki, biżuterii, ręcznie robionych świec, a nawet mydel. Ale przede wszystkim króluja  różnego rodzaju ozdoby świąteczne: ręcznie wykonane lampki, ozdoby choinkowe, świece, tradycyjne drewniane zabawki i witrażyki.









Na każdym kroku widać, że sprzedawcy dbają o wysoką jakość oferowanych towarów, z pewnością wiedzą, że zostaliby napiętnowani gdyby sprzedawali  świąteczny kicz czy importowaną „chinszczyznę”.








Dopełnieniem niepowtarzalnego klimatu, jaki panuje w całym miescie są „i sapori del mercatino” (smaki jarmarku), czyli miejscowe świąteczne przysmaki, którymi szczyci się Trydent.  Nikt nie wyjedzie z Trydentu bez zakupienia czy choćby skosztowania suszonych salami, szpeku, nugatów, pierniczków, herbatników imbirowych i grzanego wina. Ciekawostką jest, że regionalne specjały często trafiają pod choinkę, ponieważ produkty żywnościowe i wino to jedne z najpopularniejszych i najmilej widzianych przez Włochów prezentów na Boże Narodzenie. 










Ludzie są przyjaźni i otwarci, dla nas trochę „egzotyczni”.








piątek, 5 grudnia 2014

Kaiserschmarren, vel omlet cesarski i test patelni Ballarini



Dobry garnek to połowa kulinarnego sukcesu. Nie mogło być inaczej w przypadku testu patelni granitowej Ballarini z linii Positano Granitium. Już drugi raz miałam przyjemność testować produkt tej firmy i się nie zawiodłam. O pierwszym teście możecie poczytać tutaj.

Czy wiecie, że placki typu pancakesy można smażyc bez tłuszczu? Ja nie wiedziałam, dopóki nie użyłam patelni granitowej. Jestem nią po prostu zachwycona i polecam z czystym sumieniem. Powierzchnia patelni Granitium składa się z pięciu warstw, z czego wierzchnie wzmacniane są cząsteczkami granitowymi / ceramicznymi. Powłoka ta należy do kategorii non-stick – to znaczy, że potrawy nie przywierają do niej nawet, jeśli są smażone bez tłuszczu. Jeśli nic nie przywiera, to nie ma co czyścić. I to jest własnie, co w niej podoba mi się najbardziej.


Ponadto powłoka non-stick Granitium charakteryzuje się: 
           ·            Dużą odpornością na zarysowania oraz uszkodzenia mechaniczne
           ·            Wysokim stopniem nieprzywieralności potraw
           ·            Odpornością na niszczące działanie zmywarki
           ·            Łatwością ręcznego czyszczenia powierzchni patelni
           ·            Bezpieczeństwem – patelnia nie zawiera PFOA, związków niklu ani metali ciężkich.

Aha, patelnia nadaje się do wszystkich rodzajów kuchni:  indukcyjnych, ceramicznych, gazowych, elektrycznych czy halogenowych. Dzięki wysokim sciankom można w niej dusić miesa, warzywa, czy inne potrawy.

Nie bez znaczenia jest również aspekt wizualny. Jest elegancka, ale prosta, solidna i dość ciężka, taka, jaka powinna być moja idealna patelnia.
Po więcej szczegółów odsyłam Was na stronę firmy Ballarini (click).

Przy pomocy patelni Positano Granitium wyczarowałam niebiańsko lekki omlet cesarski.

Dwa słowa o samym omlecie. Kaiserschmarren, czyli omlet cesarski, wywodzi się z kuchni austryjackiej. W przeciwieństwie do skomplikowanej nazwy, jest bardzo prosty i szybki w przygotowaniu. Idealny na leniwe niedzielne śniadanie, czy podwieczorek dla najmłodszych. 

To jedno z tych dań, które wizualnie nas nie zachwyci (jest trochę „poszarpany”), ale skradnie Wasze podniebienie. Za tym brzydkim aspektem wizualnym kryje się prawdziwa historia. Otóż legenda głosi, że pewnego wieczoru cesarz Franciszek Józef, nie mając ochoty na wspólną wieczerzę z cesarską rodziną, zażyczył sobie do pokoju naleśnikowy placek. Kucharz będąc bez reszty pochłonięty przygotowywaniem wieczerzy dla cesarskiego dworu, całkiem zapomniał o przypalającym się już naleśniku. Na dodatek kiedy próbował go odwrócić, ten złośliwie się połamał. Nieszczęsny kucharz, nie miał już czasu aby przygotować  jeszcze jeden, więc poszarpał go do końca, a przypalenie obficie posypał cukrem. „Nowa potrawa” zaintrygowała cesarza, spórobował i tak bardzo przypadła mu do gustu, że stała się jego ulubioną. Stąd też nazwa Kaiserschmarren ( Kaiser znaczy cesarz, a schmarren  skrawki).

Przepis pochodzi z książki „La cucina nelle Dolomiti”


Kaiserschmarren, vel omlet cesarski, trochę poszarpany

Składniki na 4  porcje
4 jajka (oddzielnie żółtka i białka)
150g mąki
2 szklanki (250 ml) letniego mleka
30 g cukru
szczypta soli
20 g masła (opcjonalnie)
100g rodzynek

cukier (do posypania)
tłuszcz do smażenia( ja nie używałam)

Rodzynki zalewamy gorcą wodą, mieszamy i odstawiamy na 10 minut.
Oddzielamy żółtka od białek. Masło roztopiamy w małym rondelku lub w mikrofali.

Do miski wlewamy letnie mleko, dodajemy przesianą mąkę, szczyptę soli i miksujemy. Następnie dodajemy żółtka, wystudzone i roztopione masło, ponownie miksujemy.

W oddzielnej misce ubijamy białka z cukrem na sztywną pianę. Białka muszą być bardzo dobrze ubite, to cały sekret puszystego omletu. Moja rada, najpierw zaczynamy ubijać białka bez cukru, a dopiero potem stopniowo dodajemy łyżka po łyżce. Miksujemy jeszcze chwilę, aż piana będzie błyszcząca.

Doskonale ubite białka porcjami dodajemy do masy mleczno- żółtkowej. Bardzo delikatnie mieszamy, aby piana nie opadła.


Rodzynki osuszamy na papierowym ręczniku i dodajemy do ciasta.
Patelnię rozgrzewamy. Wylewamy dość grubą warstwę ciasta i smażymy na małym ogniu z obu stron aż się zetnie. Niedbale dzielimy omlet na kawałki, posypujemy cukrem i natychmiast podajemy. Jeśli ciasto w środku wydaje się Wam surowe, proponuję taki poszarpany omlet podsmażyć chwilkę na patelni.



Oczywiście, jeśli lubicie możecie podać go z ulubionym dżemem, powidłami czy musem jabłkowym.



Tak przedstawia się patelnia Positano Granitium, po usmażeniu na niej, bez tluszczu, czterech omletów. 


poniedziałek, 1 grudnia 2014

Sernik królewski



Serniki są jednym z moich ulubionych deserów. Sama się dziwię, że ten, który dzisiaj proponuję upiekłam po raz pierwszy bo zdaje się, że przepis ma już ponad dwadzieścia lat.

Czym prędzej nadrabiam zaległości i zapraszam na  pyszny waniliowy sernik z rodzynkami, otulony kakaowym ciastem. W przepisie oryginalnym (click) użyto zwykłego, trzykrotnie mielonego twarogu, ja wykorzystałam twaróg sernikowy z wiaderka, który wg mnie świetnie się spisał. Sernik wyszedł taki jak lubię: konkretny i raczej ciężki, choć puszysty dzięki osobnemu ubiciu białek. Idealny do niedzielnej kawki i na zbliżajace się Święta.

Jak każdy szanujący się sernik, powinien swoje „odleżeć”. Proponuję więc schłodzić go całą noc w lodówce, będzie lepiej smakował i łatwiej się kroił. Sernik można śmiało przechowywać parę dni w lodówce( u mnie 3), tylko zyska na smaku....

Zastanawiam się skąd nazwa”królewski”? Nie mam pojęcia.... chyba dlatego, że oblednie smakuje, prawdziwie po królewsku...  


Sernik królewski

Składniki na blaszkę 23x33 cm:
Kruche ciasto:

 200 g mąki pszennej

200 g mąki krupczatki
180 g masła
160 g cukru pudru
2 żółtka
4 łyżki gęstej kwaśnej śmietany 18%ok
3 łyżki kakao( choć zależy od tego jak jest ciemne)
1 łyżeczka proszku do pieczenia

Obie mąki mieszamy z proszkiem do pieczenia, cukrem pudrem, kakaem i siekamy z zimnym masłem. Dodajemy żółtka, śmietanę i szybko wyrabiamy. Ciasto dzielimy na dwie części (2/3- na spód i 1/3- na wierzch) owijamy folią spożywczą i do wkładamy do zamrażalnika na 1h

Masa serowa:
1 kg twarogu sernikowego z wiaderka
5  jajek (białka i żółtka osobno)
125 g miękkiego masła
1 szklanka cukru
1 opakowanie (16 g) cukru wanilinowego
2 łyżki proszku budyniowego  waniliowego lub śmietankowego bez cukru 
rodzynki ¾ szklanki

Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.
Rodzynki zalewamy ciepłą wodą, odstawiamy na 15 minut.
Masło ucieramy z cukrem i cukrem wanilinowym na puszystą masę, kolejno dodajemy po jednym żółtku,  miksując po każdym dodaniu. Następnie stopniowo dodajemy twaróg i dokładnie miksujemy, do połączenia składników. Na sam koniec dodajemy proszek budyniowy i odciśnięte rodzynki. 


Białka ubijamy na sztywną pianę. Dodajemy do masy serowej i bardzo delikatnie mieszamy. 

Formę wykładamy papierem do  pieczenia. Zamrożone ciasto ( cześć na spód)trzemy na tarce bezpośrednio na papier. Na ciasto delikatnie przekładamy masę serową, następnie ścieramy drugą część ciasta.



Pieczemy około 1 godziny w temperaturze 170ºC. Studzimy przy lekko uchylonych drzwiczkach piekarnika, następnie schładzamy w lodówce przez noc.